Friday, 25 August 2017

Jedyna słuszna decyzja...


...Tak jak np. teraz  w przypadku Everestu starałem się, żeby połączyć dwa trudne projekty i w momencie, kiedy połączenie tych projektów okazało się niemożliwe,  podjąłem jedynie słuszną decyzję...

Janusz Adamski - Podróżnik, himalaista, sportowiec, perfekcjonista - o priorytetach, dobieraniu zespołu, sile walki, konsekwencji działania. Wiele możemy się od niego nauczyć.

Człowiek, który dla mnie jest nieustraszony, który znajduje rozwiązania, w sytuacjach, w których inni się wycofują. Jak choćby ta w dżungli, kiedy towarzysz wyprawy oznajmia, że skończyła się droga. I na pytanie, co dalej, słyszy od Ciebie odpowiedź –„ No to trzeba wyciąć gałęzie jakieś 400 metrów i jedziemy dalej. „
Widzę, że wczytałaś się w moje poprzednie projekty.

Tak, zawsze to robię. Czy takiemu człowiekowi łatwo przychodzi słowo „Proszę”?
Generalnie staram się nie wywarzać otwartych drzwi. Te projekty, które realizujemy bardzo często są mocno skomplikowane i  jeśli mogę skorzystać z pomocy innych, po prostu  to robię. Słowa „proszę” i „dziękuję” są nieodłącznie wpisane w język każdego podróżnika.

Jak wielką role gra relacja w zespole przy danym projekcie? Według jakich kategorii wybierasz sobie towarzyszy wyprawy ?
To zależy od miejsca. Jeżeli wyprawa jest bardzo skomplikowana i jeżeli mogę ją zrealizować samodzielnie,  to staram się tak robić i nie wynika to z egoizmu, tylko z faktu, że mały zespół zawsze działa sprawniej. Jak jest jedna osoba, to hipotetycznie generuje jeden problem, jak są dwie wygenerują dwa problemy, jak trzy…  Jeżeli jest więc możliwość realizacji trudnego projektu samodzielnie, to tak robię. Wtedy jestem najbardziej skuteczny i prawdopodobieństwo sukcesu jest największe.
Natomiast przy projektach podróżniczych, gdzie „skuteczność” nie jest ważna,  staram się dobierać osoby z doświadczeniem lub osoby, z którymi po prostu się przyjaźnię, na których mogę polegać i które wnoszą  swoją osobą coś wartościowego do wyprawy. Wszystko oczywiście zależy od specyfiki projektu.
Nie inaczej było przy tej wyprawie, w której wspierał mnie Andrzej Ziółkowski.  Zwróciłem się do Andrzeja, bo wiedziałem,  że będę mógł na niego liczyć, że zrobi wszystko i poradzi sobie z każdym problemem. Wcześniej przepłynęliśmy razem kilka niebezpiecznych rzek w Afryce i poznaliśmy się dobrze w ekstremalnych sytuacjach.

Pamiętasz taki moment, kiedy zdecydowałeś, że będziesz podróżnikiem?
U mnie to chyba wynikało zupełnie naturalnie, z tego, co doświadczyłem w dzieciństwie i później w młodości. W latach siedemdziesiątych podróżowałem dużo z rodzicami. Przejechaliśmy Wartburgiem całą Europę,  aż po Gibraltar i Turcję. Następnie był sport, na niezłym poziomie trenowałem najpierw kajakarstwo, a potem wioślarstwo. Po zakończeniu kariery szukałem czegoś, co zastąpi mi adrenalinę, potrzebę rywalizacji oraz ciekawość świata. Naturalnie poszedłem w góry i w te wszystkie „dziwne” miejsca,  gdzie nie da się wykupić wycieczki.



Robiłam kiedyś wolontariat dla organizacji uchodźców politycznych i my naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z tego, że są miejsca, gdzie ludzkie życie, nie jest nawet rejestrowane w statystyce, dziś jest, jutra może nie być  i nie zostanie to nawet odnotowane.
Kongo dało mi olbrzymi zastrzyk wiedzy, łącznie z tym, co Ty mówisz. Afrykanie wewnętrznie godzą się z pewnymi rzeczami, które dla nas są absolutnie niedopuszczalne, dla nich to jest po prostu życie. W Kongo spotkałem się z tablicami w formie obrazkowej informującymi  kobiety, że gwałt jest rzeczą złą. Są to miejsca, gdzie ludzi trzeba edukować, co jest złe, a co dobre i że takie zachowania podlegają karze. Niestety w Afryce z takimi sytuacjami spotykałem się często.

Czy różnice kultur stanowią jakieś poważne problemy w projektach? Myślę o całokształcie Twojego dorobku.
Powiem, że tak. Ja broń Boże nie jestem rasistą i nie wartościuję ludzi, zwracam natomiast uwagę na różnice,  które są ewidentne. Mówienie,  że wszyscy  jesteśmy tacy sami  jest absolutną bzdurą. Świat się różni i jest to związane z miejscem,  w którym się żyje i ze wszystkimi powiązaniami, które się z tym łączą. Najbardziej to odczułem w Afryce, gdzie ludzie bardzo się różnią mentalnie od nas Europejczyków. Oni w dużej części spostrzegają świat zupełnie inaczej, postrzegają świat zdecydowanie bardziej duchowo, ale bez wybiegania w przyszłość. W niektórych afrykańskich językach nie ma nawet  czasu przyszłego. Oni koncentrują się na teraźniejszości, na tym, co się dzieje tu i teraz wchodząc w tę teraźniejszość bardzo głęboko. Do tego stopnia, że świat duchowy  funkcjonuje w ich codzienności, a zabobony i uprzedzenia determinują większość  decyzji.
I w tym  punkcie często pojawiają się problemy na styku kultur,  ale równie często dodają one także  kolorytu.

Czy zapraszając towarzyszy do projektu kierujesz się ich znajomością kultur?
Rzadko zdarza się wyprawa, na którą pojechałbym z kimś, kto nie był wcześniej w podobnym regionie. Nie mówię o kraju oczywiście, ale mówię o danym kontynencie. „Środowisko”, w którym się obracam, to są ludzie, którzy mają portfolio podróżnicze bardzo bogate i w większości przypadków wnoszą do wyprawy mnóstwo wiedzy i doświadczeń. Oczywiście przy kompletowaniu zespołu nie kierujemy się tylko znajomością zagadnień. Kiedy przygotowywaliśmy projekt „Afryka Nowaka”, a konkretnie dwa etapy „kongijskie”, szukałem osób bardzo odpornych psychicznie i z dużymi „cojones”. Etapy były naprawdę  bardzo złożone i niebezpieczne,  a wiedząc o tym, starałem się dobrać takich ludzi,  którzy w sytuacjach ekstremalnych zachowają trzeźwość umysłu i nie odpuszczą.  Prawda jest jednak taka, iż dopiero wyprawa i konkretne sytuacje weryfikują każdą decyzję.

O czym Ty wtedy myślisz, o bliskich,  co jest wtedy Twoim priorytetem?
Priorytetem jest, aby wyjść z takiej niebezpiecznej sytuacji jak najszybciej. Aby zrobić wszystko, by spróbować zmienić ją w bardziej bezpieczny wariant. Nie myślę wtedy o rodzinie, jestem zajęty próbą rozwiązania problemu, bo jeżeli ktoś mnie atakuje w nocy maczetą i chce mnie zabić, to myślę raczej jak przeżyć i jak mu tę maczetę wyrwać. Nie przelatują mi w tym momencie obrazy rodziny. Natomiast na etapie przygotowań do wyprawy staram się robić wszystko, aby ewentualne zagrożenia ograniczyć. Tak było na przykład w przypadku Everestu, kiedy bardzo chciałem połączyć dwa trudne projekty i w momencie, kiedy okazało się to niemożliwe, podjąłem jedynie słuszną decyzję i wybrałem tylko jeden z nich. Ten bardziej niebezpieczny ; )
Nie stawiam wszystkiego na ostrzu noża, bo wtedy działa statystyka i wcześniej czy później można się pomylić.

Po zejściu z góry, kiedy spotkałeś Andrzeja, zabezpieczającego projekt od południowej strony góry,  jak wymowny był powitalny uścisk?
Absolutnie szczery i wyczekany przez nas obu, bo ten nasz uścisk zwieńczył najważniejszy etap projektu. Kiedy spotkałem się z Andrzejem, wiedziałem, że zostawiłem za plecami najtrudniejszą część wyprawy.

Powiedziałeś, że uścisk z Andrzejem był bardzo wymowny, to jest człowiek, na którym możesz polegać?
Z Andrzejem spędziliśmy ponad miesiąc na bardzo trudnej wyprawie. Przepłynęliśmy kajakami przez kongijską dżunglę, przez tereny,  gdzie znajdowały się kopalnie diamentów, gdzie byliśmy absolutnie niemile widziani, gdzie „turyści” w ogóle nie funkcjonują. Kilkakrotnie znaleźliśmy się w niebezpiecznych sytuacjach i Andy nigdy nie odpuszczał. Był idealną osobą,  która byłaby w stanie domknąć wyprawę od strony południowej. Miał także rzadką umiejętność improwizacji, a jest to niezwykle ważne, bo nigdy nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego, omówić wszystkich wariantów. W takich sytuacjach Andrzej zawsze znajduje jakieś wyjście.

Czyli Andrzeja cechuje elastyczność umysłu?
Andrzej ma „chłodną” głowę i bardzo witalną osobowość, szybko zjednuje sobie ludzi, a to jest bardzo pomocne.

W trakcie rozmów ze sportowcami widzę w Was cechy wspólne, takie cechy jak dyscyplina, konsekwencja działania , ale oprócz tego widzę też że wiodąca cechą jest pokora.
Doświadczenia budzą pokorę. Czym więcej widzimy i z im większą  ilością problemów, czy sytuacji się spotykamy, tym z większą świadomością zdajemy sobie sprawę z ułomności, z wielu braków jakie ma człowiek. Myślę, że to jest naturalne. Pokora bierze się z doświadczenia życiowego. Poza tym, każdy  „spełniony” sportowiec,  odczuwa wewnętrzny spokój, takie wewnętrzne spełnienie.

Czyli nie wchodzisz w życiową polemikę z  potęgą żywiołów?
W górach żywioły determinują absolutnie wszystko, nie znam takich, którzy idąc w góry próbują się z nimi mierzyć. Jeżeli góra nie pozwala tobie wejść, to nie ma takiej możliwości, żeby się z tym mierzyć. W górach największa cnotą jest pokora i cierpliwość.

Czy każdą wspinaczkę doświadczasz podobnie?
W zależności od okoliczności, bo są momenty, które wymagają dużej  koncentracji, uwagi i zdolności technicznych i tutaj w 100% skupiam się na skuteczności wspinania. Są procedury, od których nie ma odstępstw, np. przy asekuracji. To są elementarne rzeczy, które wydają się banalne na poziomie morza, natomiast na dużej wysokości, gdzie dochodzi zmęczenie i stres, takie czynności wymagają dodatkowej uwagi . Oczywiście każdy z nas zwraca na to uwagę, ale życie pokazuje, że takie banalne rzeczy często powodują tragedie.
Inaczej wyglądają wyprawy, które nie są tak wymagające technicznie. Tam staram się wtedy czerpać czystą radość przebywania w górach.

No własnie, góry jak nazwa wskazuje to rodzaj żeński, a większość wspinających się to mężczyźni. Z czego to się bierze, rozumiem, że nie każda  kobieta jest tak doskonała jak Martyna Wojciechowska?
Wiesz chciałabym odwrócić  pytanie i zapytać Ciebie o to, dlaczego się nie wspinacie?

Myślę,  że to się kiedyś zacznie zmieniać, bo takie osoby jak Martyna wytyczają szlaki szczególnie te mentalne. Natomiast ja,  nie podjęłabym się tego ze względu  na odpowiedzialność  za mojego syna.
Odpowiedzialność, to chyba jest odpowiedź. Myślę, że w ten sam sposób mógłbym Tobie odpowiedzieć.  Panie nie mają żadnych ograniczeń  fizycznych, ani psychicznych. Wiem to doskonale, bo nie raz z kobietami się wspinałem.

No bo przecież nie chodzi o pantofelki,  które zostawiają po drugiej stronie
😊))

No właśnie, co czujesz, po zejściu, kiedy wracasz i wiesz, że misja została spełniona?
Na pewno radość,  poczucie satysfakcji, ale jest też uczucie ulgi, że nic złego już się nie zdarzy. Mija poczucie niepewności, które bardzo często towarzyszy nam w górach. Czuję wtedy zupełne odprężenie i to uczucie towarzyszy mi jeszcze długi czas po wyprawie.  Kiedy czuję że wygasa, pochylam się nad projektem kolejnej wyprawy.

Pozwolisz,  że coś przeczytam  

Zdarzyło się pewnego razu
Że Mistrz usiadł naprzeciw swego obrazu
I ręce uniósł... chowając twarz w rozpaczy
Bo obraz przemówił, że już mu nie wybaczy
I marzył by wspomnienia, których emocje - nie udźwignęły
Niczym farby po obrazie i po nim spłynęły
Lecz te okrutne zastygły w sekund paru mgnieniu
Jak mistrz siedzący naprzeciw w milczeniu...

Miałeś takie spotkanie ze swoim obrazem?
Myślę, że taki moment nastąpi,  ale jeszcze nie teraz.
Jeszcze chyba  nie usiadłem na tym kamieniu i nie przyjrzałem się sobie, ale myślę, że taki moment kiedyś nastąpi. Jeżeli człowiek dojdzie do jakiegoś bardzo ważnego punktu w swoim życiu, to ma naturalną potrzebę, aby się na chwilę zatrzymać, zrobić podsumowanie, rachunek sumienia.
Ja  jestem jeszcze cały czas w drodze...





Saturday, 7 January 2017

Ciało i Krew

„W momencie, kiedy umierasz, zostajesz identyfikowany jako „Ciało”. Ludzie używają określeń takich jak: „Przynieście Ciało”, „Połóżcie ciało do grobu”, „Pochowajcie ciało”, itp.  Ludzie nawet nie nazywają Cię po imieniu, którym starałeś się zaimponować przez całe Twoje życie”. Niedawno Osoba, którą bardzo cenię zapytała mnie, „Dlaczego zaczęłam współpracę z firmą, której wartością są suplementy? Czy nie obniżam tym sobie lotów? Czy nie powinnam zająć się czymś bardziej wzniosłym?”
Ależ to jest Wzniosłe – Odpowiadam
Litry przetaczanej krwi, sala łóżek, na których widzę z te same twarze. A potem następują małe wyjątki, gdy tych twarzy nie widzę, a potem większe i większe, do tych największych wyjątków…
Moja Mama musiała być dializowana z racji choroby nerek… Najpierw raz w tygodniu, potem dwa razy, potem 3 razy… na tyle powodowało to moją tęsknotę za nią, że zapytała szpital o pozwolenie, abym czasami mogła z Nią jeździć na dializy i tak też się stało. Jadąc tam po raz pierwszy spodziewałam się sali pełnej cierpiących ludzi, no bo w końcu przetaczanie krwi to nie SPA. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że na sali szpitalnej oprócz cierpienia jest śmiech: gromki, szczery, taki „tu i teraz”. Całym prowodyrem tego śmiechu był Przyjaciel mojej Mamy, Marian Pogasz. Poznański aktor, który znany na zawsze zostanie z roli „Starego Marycha”. Kto Poznaniak, ten wie, kto nie, to powiem, że to urodzony Krakowiak, który poznańską gawrę miał we krwi, nawet już w tej przetaczanej, nawet w tej u schyłku swoich dni, kiedy audycje nagrywane były w szpitalu. 


… Początek stycznia, jedni mówią „Nie robię postanowień Noworocznych”, drudzy „Mam już listę postanowień Noworocznych”, ja Wam Życzę pomysłu na siebie w 2017 &…  Zadbaj o Siebie i Swoich Bliskich… i Żyj życiem tak, abyś zaimponował Sam Sobie…



Monday, 24 October 2016

5.5 mln euro z Ziemi Polskiej... do Anglii

Rekordowa cena za Polaka ! Kapustka piłkarzem mistrza Anglii !!! – krzyczały media. A wiesz, czym suplementował się Kapustka?
W sierpniu bieżącego roku Klub piłkarski Leicester City ogłosił transfer 19-letniego Bartosza Kapustki z Cracovii. Klub mistrza Anglii miał zapłacić za Polaka 5,5 mln euro. Tym samym Kapustka stał się jednym z najdroższych zawodników sprzedanych z polskiej ligi za granicę.
Kondycja finansowa  - nie tylko sportowców -  zależna jest od kondycji zdrowia, a zdrowie od suplementacji. DuoLife to nie tylko oficjalny suplement diety naszych sportowców, ale też naszych portfeli. Dowiedz się więcej jak zdrowo żyć i zdrowo zarobić !

Link do sklepu: https://mmw8.myduolife.com/shop.html 
Strona firmowa
Luksusowa marka
Dołącz do nas
Witamy w Klubie DuoLife  https://myduolife.com/link/96dde1ef399916ee 
Link partnerski do rejestracji: https://mmw8.myduolife.com/register.html

Zapraszamy
Zespół DouLife

DouLife generujemy miliony!

Wednesday, 11 November 2015

15 Sekund…!!!

 

15 Sekund…!!!

Czas do utraty świadomości wynosi z reguły 15 sekund. A potem może być jeszcze gorzej. Może, ale nie musi. Specjalnie dla nas organizacja  Pozytywni.co.uk  we współpracy z Jakubem Brychem, Współzałożycielem Europejskiego Biura Bezpieczeństwa i Szefem Wyszkolenia
organizuje szkolenia z zakresu samoobrony dla mężczyzn i kobiet w Wielkiej Brytanii. Pierwsze zajęcia miały miejsce w Newcastle upon Tyne. 
Zapraszamy do wywiadu i relacji uczestniczek kursu



Część 1

Część 2




 Polecam gorąco kurs samoobrony dla kobiet u Kuby. Jestem zachwycona pierwszymi zajęciami, które były prowadzone bardzo profesjonalnie, a zarazem w przyjemnej atmosferze. Czuję, że nauczyłam się wielu przydatnych rzeczy i chcę nauczyć się jeszcze więcej. Zdecydowanie zachęcam kobiety, które chcą zadbać o swoje bezpieczeństwo i nauczyć się jak reagować w niebezpiecznych sytuacjach. Marzena B.

Profesjonalne zajęcia prowadzone przez Kubę!!! Wykorzystując wiedzę i sposoby odparcia ataku zwiększyłam poczucie własnego bezpieczeństwa. Z niecierpliwością czekam na następne lekcje! Agnieszka G.
Zaskakujące jest to, że już po pierwszych zajęciach czuję się pewniej!!! Czekam na następne! Basia
 
Powody dla których warto posiadać wiedzę oraz trenować to:
1) Zwiększenie poczucia własnego bezpieczeństwa.
2) Aspekt fizyczny- poprawisz swoją kondycję. Polecam Aga

Dlaczego poruszać się ruchem półkolistym zamiast się cofać? Jak gospodarować oddech? Na czym się skupić, aby nie panikować? Jak gospodarować energią i czasem? Tego możecie się dowiedzieć przychodząc już na następne zajęcia z Kubą!

Więcej informacji na stronie fb  Pozytywni oraz na stronie Pozytywni.co.uk oraz na :

 

Sunday, 25 October 2015

Piotr Tymochowicz w wywiadzie bardzo otwartym - wideo


Wpisał Marlena Maria Weber   
Sobota, 24. Październik 2015 11:18

10/11 października 2015, na zaproszenie portalupozytywni.co.uk Newcastle upon Tyne mieliśmy przyjemność gościć Specjalistę ds. wizerunku i marketingu politycznego, Konsultanta w zakresie prowadzenia negocjacji oraz Doradcę Medialnego -  Piotra Tymochowicza

Tematem dwudniowych spotkań  były  m.in. zagadnienia dotyczące komunikacji międzyludzkiej. Spotkania te odbyły się tytułem wstępu do szkoleń z Komunikatu Otwartego i Charyzmy, czyli zainicjowanego przez Piotra Tymochowicz Qlubu Q+ Work and Life Style.

O sile komunikatu otwartego rozmawiała Marlena Maria Weber.




Friday, 3 July 2015

Najważniejsza rzecz...!!!


 Najważniejsza rzecz...!!!
„Złoty Ułan jest pierwszym pomnikiem w Europie, który postawiłem by uczcić pamięć mojego ojca.”W sobotę, 27 czerwca 2015, Gateshead odbyły się w targi „Pozytywni w Biznesie”. Gościem specjalnym był Książę Jan Żyliński - arystokrata, najbogatszy Polak w Wielkiej Brytanii, działacz charytatywny, który w obronie godności Polaków wezwał brytyjskiego nacjonalistę Nigela Farage’a na pojedynek.

W dzieciństwie babcia codziennie opowiadała mu, nie bajki, a prawdziwą rodzinną historię, o jej pałacu w Gozdowie (pod Płockiem), który został spalony przez komunistów. W wieku 6 lat, książę Jan Żyliński obiecał swojej babci, że ten pałac odbuduje.

Tak też powstał słynny Whithe House, który włączając pałac królowej, jest obecnie zaliczany do 6 najważniejszych budynków w Londynie. W ten sposób pokazał, jak sam Książę mówi „Polacy nie gęsi i swoje pałace mają.”
www.whitehouselondon.com

Kim jest i jakimi wartościami kieruje się w życiu człowiek, którego ojciec, rotmistrz Andrzej Żyliński, 12 września 1939 roku wraz z 11 Pułkiem Ułanów Legionowych rozpoczął zwycięską bitwę pod Kałuszynem?

Marlena Maria Weber

With the lessons of our fathers ...

A radio operator in Gen. Tadeusz Anders’ Army, a man who has experienced Siberia and emigration from the country he has fought for. I met Mr. Piotr Sułek in the Polish shop as he asked me for help with choosing a cheese. We began to talk, and so I discovered the extraordinary story of the Sułek family. ..

MMW- Another wave of emigration, and with it a lot of difference.
Peter Sułek- Pub...we sat in the pub on a Saturday. One of our Polish friends (because the English did not befriend us) just got an English citizenship and started to sit at a separate table. And so, sitting alone, an Englishman walks past him and asks why he doesn’t sit with the Poles, to which he replies that he has just received and English citizenship and is now an Englishman. For this the Englishman replies: "Maybe you do have an English citizenship, but to us, you will always be a Pole".  Between you and us, there is the difference that we built the Polish community here. Poland was still occupied and we Poles were 2nd category here. The thought of going back to Poland was frightening: we were automatically considered to be Western spies and anti-Communists.

MMW- Is this why you  never returned to the country?
Peter Sułek - Many of my friends returned. They promised that they would write, but no one wrote. And for this reason I was afraid to come back.

MMW- So you had to learn to cope with life here?
Peter Sulek-You have to cope anywhere. We, Poles, are able to work hard and are honest. But we must also be vigilant observers. Kurgan (Kurgan - peripheral city, in the eastern part of Russia, the Tobol - Irtysh tributary) spring came, and with it came the overflowing of the river. Building a bridge was necessary. They were looking for carpenters, because it was essential to firstly sharpen the hatchets, then work on the wood. I've never been a carpenter. I raised my hand, as I had walked with my father through the streets of Grajewa and seen men sharpening knives on the street. So I sharpened the hatchet as well as the wood .

MMW- But our conscientiousness is sometimes a downfall.
Peter Sułek-  When I was in a labour camp in Russia, there was a hut next to our barracks with Russian criminals. People said, that once they played cards over the head of the commissioner. The loser had to bring his head, or else they would be decapitated themselves. I heard a lot about it yet did not see it, but the commissioner’s head was in fact brought by the loser. One night one of them came to us and said "You Poles, a healthy race, you work too hard, we get told to work like you”. We were terrified, we told him that we're working for bread. However, this criminal was intelligent, he understood us, and we understood him. He said: “Do less, complain about work with the coal and iron”. So we started to complain, they believed us, and we started to slow down. No more Russian criminals came to us again.

MMW- So you survived.
Peter Sułek – The point in life is, to believe that you can survive. In Pietro-Pawłoski there were 12 of us:  Jews, Poles, Czechs, and blacksmiths were in need. Vaclav Cieslak from Bialystok raises his hand, so I ask him: "Are you a blacksmith?" And he replies, "No, but I know how to shoe a horse". So I also volunteered. They took us to the iron. In Siberia there was an electric system which pumped the air, and with this we made metal pieces (a metal square approx. 20/30 cm). During each shift 80 to 100 metal pieces had to be made. Night shifts lasted 12 hours, all for that 800 grams of bread and a cube of sugar. Our portion was the largest, the smaller ones were of 600g, 400g and 200g. And when spring came, we ate clover. Poor women from nearby villages came and sold the clover to us on our way to work. Ah, that clover smelled like onions ...

 MMW- Despite so many years in emigration, you speak  beautiful Polish. Could you share some advice with us on how to preserve our Polish identity and pronunciation?
Peter Sułek- After the war, maybe in the 60s, me and my wife were at a Saturday Polish School, I looked at all the little children, who instead of playing like their English peers, came here every Saturday to learn about Poland.
We sat in the audience during the show that the Polish children had prepared, and I said to my wife, half touched, half with a laugh: “Look, still with diapers dragging behind them, and they know the Krakowiak dance”. If we were proud of being Polish, we will be respected, and respect is very important. Poles must begin to think and talk about Poles positively, so that others see us in that way. 

During the turmoil, we Poles can beautifully to act together, because we focus on our selling point and we want to trust each other. On the other hand, when the peace comes, we start focus on our character flaws and we lose our trust and confidence. Poles need a leader who will keep a discipline. Over the years, Poland as a home was attacked by others. We had to deal with: partitions, then with first and second world war, then with communism. They all wanted to destroy our country and our Polish culture and language. But Polish National Anthem has its rights:

”Poland has not yet perished,

So long as we still live.”

That's why it is so important to remember, that we Poles being over the world, we are ambassador of our country. Poland and the Poles we have so much to offer.
 I have been awarded with the Valiant Cross, it is not a secret, it is a privilege. This is how I feel and my grandson also says so. The best time of my life was spent on the front line. I was respected by officers. I knew what was going on in the world because I was a radio operator. Being on the front line, Lt. Jerzy Olszewski asked me how to call the boys over in Russian, we say rebyata, and he persistently and wrongly lyagushka, or frogs, oh what a laugh we had. He was from a place called Lwów, and everybody liked him. And this is the respect and affection what life is about.

MMW- Ludwig Wittgenstein said, “The limits of my language are the limits of my world”.
Peter Sułek- Currently, the world is demoralised. That's why I do not carry money with me, I carry handkerchiefs (laughs). But in all seriousness, please remember that what we say, although it may be absolutely wrong and unfair, it always indicates of how others see us. My mother came to visit us. For breakfast we had cereal. My mother flooded her cereal with warm milk so it turned to mush. She told me, “Son, you eat such things here in the west, I give things like this to the pigs". My son Antos, then about 7/8 years old, replies: "Dad, your mom, she is a communist” (Sułek laughs).
If silence is gold, then what are words? An English bishop once said: "Leave your thoughts for yourself. However, you Poles, what you think, you say, and that may lose you." I have a Polish character, I am 100% truthful, yet it’s not the Poles but the British who were able to build colonies. I'm not suggesting that it was good but the English, like the Jews can do business. Poles say, “if you do not like my product, go to another”. The Jews, however, and the British were always kind, always gave extra. Do they give? I do not know, but at least  they say they do. “Whose car you are travelling in, his song you sing,” they say. Poles are able to work hard and honestly for others. But we must remember, whilst employees are praised for reliability, the business owner gets respected for it.